Bitcoin pozostaje w fazie wyczekiwania i po czwartej z rzędu tygodniowej stracie nie potrafi zbudować wyraźnego trendu. W poniedziałkowy poranek główna kryptowaluta oscyluje w okolicach 68 950 USD, a ether utrzymuje się blisko 1 988 USD, co podkreśla ostrożny charakter handlu po silnej wyprzedaży z października. Tłem dla tej niepewności jest skala wcześniejszego spadku. Bitcoin pozostaje ponad 40% poniżej październikowego szczytu w okolicach 127 tys. USD, a łączna kapitalizacja rynku krypto miała od tamtego okresu stopnieć o niemal 2 bln USD.
Spadki miały dodatkowo przyspieszyć po wyprzedaży 10 października, kiedy w wyniku likwidacji lewarowanych pozycji z rynku „zniknęły” miliardy dolarów zakładów na wzrosty. Od tego czasu sentyment osłabiają także odpływy kapitału ze spotowych ETF-ów na Bitcoina w USA, które sięgnęły ponad 8,4 mld USD – a to dla wielu uczestników rynku jest czytelnym barometrem popytu instytucjonalnego.
W tej sytuacji rośnie dyskusja, czy kurs „znalazł dno”, czy też rynek potrzebuje jeszcze jednego etapu oczyszczenia. O kierunku mogą przesądzić dwa elementy: narracja wokół trzymania krypto w skarbcach firm oraz przepływy do i z ETF-ów, bo to one w ostatnich miesiącach najszybciej przekładały się na presję kupna lub sprzedaży. Z punktu widzenia analizy technicznej kluczowy staje się rejon 200-tygodniowej średniej kroczącej w okolicach 58,2 tys. USD – dopóki bitcoin utrzymuje się powyżej tej strefy, możliwy jest scenariusz odbicia w stronę 73–75 tys. USD, gdzie wypada istotny obszar oporu. Najbliższe tygodnie sprowadzą się więc do odpowiedzi na dwa pytania: czy odpływy z ETF-ów wyhamują (lub odwrócą się w napływy) oraz czy ewentualne podejścia pod 71–75 tys. USD tym razem zakończą się wybiciem, a nie kolejnym szybkim zgaśnięciem ruchu.
Krzysztof Kamiński - OANDA TMS
