Wojna z Iranem coraz wyraźniej przestaje być wyłącznie ryzykiem geopolitycznym, a staje się realnym problemem makroekonomicznym dla Europy. Z perspektywy rynkowej oznacza to wzrost prawdopodobieństwa scenariusza stagflacyjnego, czyli połączenia słabszego tempa wzrostu gospodarczego z utrzymującą się presją inflacyjną. To szczególnie niekorzystna kombinacja, ponieważ jednocześnie osłabia aktywność gospodarczą, pogarsza rentowność przedsiębiorstw i ogranicza możliwości reakcji zarówno po stronie polityki fiskalnej, jak i monetarnej.
Najbardziej narażone pozostają sektory energochłonne, przede wszystkim przemysł chemiczny. Niemcy, jako największa gospodarka przemysłowa Europy, odczuwają ten problem szczególnie mocno. Wysokie ceny energii, napięcia wokół cieśniny Ormuz oraz ryzyko dalszych zakłóceń w dostawach surowców sprawiają, że część firm ogranicza produkcję, co jest czytelnym sygnałem pogarszających się warunków prowadzenia działalności. To nie jest jednak problem ograniczony wyłącznie do przemysłu ciężkiego. Rosnące koszty paliw, transportu, ubezpieczeń i magazynowania zaczynają stopniowo przenikać do całego łańcucha dostaw, zwiększając ryzyko szerokiego wzrostu kosztów w gospodarce i dalszego osłabienia realnej siły nabywczej konsumentów.
Z punktu widzenia polityki gospodarczej sytuacja staje się coraz trudniejsza. Europejskie rządy zaczynają przygotowywać się na obniżenie prognoz wzrostu, a banki centralne mogą zostać zmuszone do utrzymania bardziej restrykcyjnego nastawienia lub nawet dalszego zacieśniania polityki pieniężnej, jeśli wzrost cen energii ponownie przełoży się na inflację bazową i oczekiwania inflacyjne. Oznaczałoby to częściowy powrót do schematu znanego z poprzednich kryzysów energetycznych - z jednej strony osłony dla gospodarstw domowych i wybranych sektorów gospodarki, z drugiej strony presję na wyższe stopy procentowe. Problem polega jednak na tym, że dziś wiele państw nie dysponuje już taką samą przestrzenią fiskalną jak wcześniej.
To właśnie ograniczenia budżetowe mogą stać się jednym z najważniejszych czynników różnicujących reakcję poszczególnych krajów. Niemcy nadal mają relatywnie większe możliwości wsparcia gospodarki, podczas gdy wiele innych państw strefy euro musi brać pod uwagę wysoki poziom zadłużenia oraz napięcia wokół finansów publicznych. Lepszy od oczekiwań deficyt we Francji może dawać tamtejszym władzom nieco większą elastyczność, ale nie zmienia to szerszego obrazu. Pole manewru fiskalnego w Europie jest dziś wyraźnie bardziej ograniczone niż w czasie poprzednich szoków. W praktyce oznacza to, że każda decyzja o wsparciu obywateli i firm będzie wiązała się z coraz trudniejszym wyborem między stabilizacją gospodarczą a dyscypliną budżetową.
Wielka Brytania znajduje się dodatkowo w szczególnie wrażliwym położeniu politycznym. Rosnące koszty życia już teraz wzmacniają napięcia społeczne i nastroje populistyczne, a przedłużający się konflikt mógłby ten proces jeszcze przyspieszyć. Jednocześnie rynek zaczyna zakładać, że zarówno Bank Anglii, jak i Europejski Bank Centralny mogą być zmuszone do bardziej jastrzębiego podejścia, jeśli wzrost cen energii i transportu okaże się trwały. To oznaczałoby dalsze pogorszenie warunków finansowania dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, a tym samym dodatkowe obciążenie dla wzrostu. Jeżeli konflikt się przedłuży, Europa może wejść w okres wyraźnie słabszej aktywności gospodarczej przy jednoczesnym utrzymaniu inflacji powyżej celu banków centralnych.
Z rynkowego punktu widzenia to jeden z najbardziej wymagających scenariuszy. Oznacza presję na marże przedsiębiorstw, większą zmienność na rynku obligacji, utrzymanie wysokiej wrażliwości walut i akcji na ceny energii oraz rosnące znaczenie decyzji politycznych. Innymi słowy, wojna z Iranem staje się dla Europy nie tylko kryzysem bezpieczeństwa, lecz także szokiem energetycznym, inflacyjnym i fiskalnym, który może istotnie spowolnić ożywienie gospodarcze oraz podnieść temperaturę sporu politycznego w wielu krajach regionu.
Krzysztof Kamiński - OANDA TMS
