Dziś poznamy wrześniowy raport z amerykańskiego rynku pracy, który może być jednym z najważniejszych wydarzeń tygodnia dla inwestorów. Bureau of Labor Statistics opublikuje dane o zmianie zatrudnienia poza rolnictwem, stopie bezrobocia oraz dynamice wynagrodzeń. Konsensus zakłada wzrost zatrudnienia o około 90 tys. etatów, wobec 162 tys. w sierpniu, z czego około 85 tys. ma przypadać na sektor prywatny. Stopa bezrobocia ma pozostać na poziomie 4,1%, a przeciętne wynagrodzenie godzinowe wzrosnąć o 0,3% miesiąc do miesiąca i 3,2% rok do roku, wobec 3,1% w sierpniu.
Bazowy scenariusz zakłada więc dalsze, stopniowe schładzanie rynku pracy bez wyraźnych oznak gwałtownego pogorszenia koniunktury. Wzrost zatrudnienia może zwolnić m.in. w sektorze wypoczynku, hotelarstwa oraz edukacji samorządowej, podczas gdy relatywnie mocny popyt na pracowników może utrzymywać się w budownictwie, wspieranym przez inwestycje w centra danych, infrastrukturę dla sztucznej inteligencji oraz nowe moce produkcyjne. Jednocześnie sierpniowy wzrost zatrudnienia mógł być częściowo zaburzony przez czynniki sezonowe, dlatego słabszy wrześniowy odczyt nie musi automatycznie oznaczać wyraźnego pogorszenia sytuacji gospodarczej.
Znaczenie raportu jest szczególnie duże ze względu na wysokie rentowności amerykańskich obligacji. Rentowność 10-letnich Treasuries wzrosła w ostatnich dniach w okolice 5,34%, co zwiększa wrażliwość rynku na dane mogące zmienić oczekiwania wobec polityki Rezerwy Federalnej. Wyraźnie mocniejszy od prognoz raport, zwłaszcza przy wzroście zatrudnienia powyżej 120–150 tys., spadku bezrobocia i wyższej od oczekiwań dynamice płac, mógłby zwiększyć obawy o utrzymanie presji inflacyjnej oraz ponownie podbić oczekiwania na bardziej restrykcyjną politykę Fed. Taki układ sprzyjałby dalszemu wzrostowi rentowności i byłby negatywny przede wszystkim dla spółek technologicznych i wzrostowych, przez co Nasdaq mógłby reagować silniej niż szeroki S&P 500.
Najbardziej neutralnym scenariuszem byłby wynik w pobliżu konsensusu, czyli około 80–100 tys. nowych miejsc pracy, przy bezrobociu na poziomie 4,1% i wzroście płac o około 0,3% miesiąc do miesiąca. Potwierdziłoby to obraz stopniowo słabnącego, ale wciąż stabilnego rynku pracy, bez wyraźnego argumentu za dalszym zacieśnianiem polityki pieniężnej. Reakcja obligacji mogłaby pozostać ograniczona, a dla rynku akcji byłby to relatywnie korzystny układ.
Wzrost zatrudnienia poniżej 50–60 tys., przy wynagrodzeniach zgodnych z prognozami, mógłby natomiast sprzyjać spadkowi rentowności, ponieważ ograniczałby oczekiwania na dalsze podwyżki stóp. Umiarkowanie słabszy raport mógłby więc paradoksalnie wesprzeć Wall Street, szczególnie spółki technologiczne. Inaczej należałoby interpretować bardzo słaby odczyt, bliski zeru lub wskazujący na spadek zatrudnienia przy jednoczesnym wzroście bezrobocia. W takim przypadku początkowy spadek rentowności mógłby zostać szybko zdominowany przez obawy o silniejsze spowolnienie gospodarcze i pogorszenie wyników przedsiębiorstw.
Dlatego kluczowy będzie nie tylko główny odczyt NFP, lecz także stopa bezrobocia, dynamika wynagrodzeń i rewizje danych za poprzednie miesiące. Szczególnie ważne pozostaną płace: NFP w pobliżu 90 tys. przy wzroście wynagrodzeń wyraźnie powyżej 0,3% mógłby zostać odebrany bardziej jastrzębio, podczas gdy nawet stosunkowo mocny wzrost zatrudnienia przy słabszej dynamice płac i wyższym bezrobociu mógłby ograniczyć presję na rentowności. Wynik zgodny z konsensusem powinien podtrzymać narrację o stopniowo chłodzącym się, ale stabilnym rynku pracy, umiarkowanie słabsze dane mogłyby przynieść ulgę obligacjom i wesprzeć akcje, natomiast dopiero bardzo słaby raport przesunąłby uwagę rynku z polityki Fed na ryzyko wyraźniejszego spowolnienia amerykańskiej gospodarki.
Krzysztof Kamiński - OANDA TMS
