Donald Trump zaostrzył przekaz wobec Iranu, publicznie sugerując, że Teheran ma maksymalnie 10–15 dni na osiągnięcie porozumienia w sprawie programu nuklearnego, a brak postępu ma być dla Iranu „niefortunny” i może skutkować „naprawdę złymi rzeczami” – według relacji medialnych słowa te padły podczas rozmów z dziennikarzami na pokładzie Air Force One. Równolegle USA wzmacniają obecność wojskową na Bliskim Wschodzie. W doniesieniach pojawiają się informacje o koncentracji szerokiego zestawu sił, w tym dwóch lotniskowców, co z jednej strony stanowi komunikacyjny „pokaz siły”, a z drugiej zwiększa elastyczność operacyjną. Skala i skład przerzutu są istotne, ponieważ sugerują zdolność do działań o większym zasięgu i dłuższym horyzoncie, a nie wyłącznie ruch symboliczny. Media zwracały uwagę m.in. na obecność tankowców powietrznych (KC-46 i KC-135), samolotów transportowych (C-130J), maszyn wczesnego ostrzegania (E-3 Sentry) oraz platform rozpoznawczych, które razem tworzą zaplecze zarówno dla intensywniejszej kampanii wielodniowej, jak i dla bardziej ograniczonego uderzenia.
Ropa utrzymuje się na 6-miesięcznych maksimach. Brent kosztuje 71,80 USD za baryłkę (+0,5%), a WTI 66,45 USD (+0,9%), co przybliża rynek do pierwszego tygodniowego wzrostu od trzech tygodni. Kluczowym punktem wrażliwości pozostaje rejon Zatoki Perskiej, a zwłaszcza obawy o Cieśninę Ormuz – wąskie gardło, przez które przechodzi około 20% globalnych morskich dostaw ropy. Nawet sama możliwość ograniczeń w tym korytarzu, bez materializacji realnych zakłóceń, potrafi istotnie podbić „premię strachu” i zmienność. Temperaturę dodatkowo podnoszą doniesienia o planowanych ćwiczeniach morskich Iranu z Rosją, które rynek interpretuje jako sygnał eskalacyjny, choć nie przesądzają one o faktycznym uderzeniu w fizyczną podaż.
Ceny wsparły również krótkoterminowe sygnały z bilansu w USA. Zapasy ropy spadły o około 9 mln baryłek przy wyższym przerobie w rafineriach i rosnącym eksporcie, co chwilowo wzmacnia wrażenie zacieśnienia rynku. Jednocześnie potencjał dalszych wzrostów ograniczają czynniki makroekonomiczne i podażowe widoczne w średnim horyzoncie. Minutki Fed podtrzymały obawy, że stopy procentowe w USA mogą pozostać na obecnym poziomie jeszcze przez pewien czas, co z perspektywy popytu działa chłodząco. Równolegle inwestorzy dyskontują możliwość wzrostu wydobycia OPEC+ od kwietnia, co wzmacnia narrację o „dużej podaży” w tle. W tym duchu JPMorgan wskazuje, że nadwyżka podaży widoczna w drugiej połowie 2025 r. utrzymała się także w styczniu i „prawdopodobnie” będzie trwać. Według banku, aby uniknąć narastania zapasów w 2027 r., potrzebne byłyby dodatkowe cięcia rzędu około 2 mln baryłek dziennie. W efekcie obecne zwyżki cen wyglądają przede wszystkim na ruch napędzany premią geopolityczną i krótkoterminowymi danymi z rynku USA, podczas gdy fundamenty wciąż sugerują nadpodaż, która bez materializacji realnych zakłóceń w przepływach może ograniczać trwałość trendu wzrostowego.
Krzysztof Kamiński - OANDA TMS
